Wtorek, 16 lipca 2019
imieniny: Mariki, Benity, Dzierżysława

Strona główna

Spacerkiem po gminie - miejsce partyzanckiej bitwy - uzupełnienie

14.08.2011 | Napisał: Admin | Kategoria: Spacerkiem po gminie

W poprzednim tygodniu opisywaliśmy miejsce partyzanckiej bitwy pod Gadką. Dzisiaj prezentujemy jej szczegółowy opis nadesłany przez wnuka jednego z uczestników tego historycznego wydarzenia. Do tekstu dołączone są fotografie interesujących dokumentów.
Dziękujemy jednocześnie Pitrowi Dygasowi, że zechciał podzielić się z nami swoją wiedzą.

Słoneczny niedzielny poranek 1944r. Do drzwi sołtysa Gadki - Kazimierza Dygasa ktoś puka. Po chwili na progu domu staje mężczyzna, z którym sołtys zamienia na osobności kilka zdań i odbiera od niego pieniądze. Po jego wyjściu udaje się do  znajomego - Józefa Potrzeszcza, u którego kupuje byka. Pomaga jeszcze koledze zaprzęgnąć wóz, do którego przywiązują bydlę i wysyła mężczyznę ze zwierzęciem do Dębinki (miejsce w lesie za Gadką), gdzie zakup ma odebrać oddział byłego gadeckiego leśniczego - Seweryna Maczugi pseudonim „Wrzos”- 111pluton AK.

Za parę godzin Kazimierz Dygas ps. „Sosna II” otrzymuje zaproszenie od „Wrzosa” na wspólny obiad przy ognisku. „Wrzos” obiecuje również parę kilo mięsa dla rodziny „Sosny II”.  Sołtys wsiada na rower i po kilkunastu minutach dojeżdża do miejsca stacjonowania oddziału „Wrzosa”. Jest tu również z wozem Józef Potrzeszcz (nie jest jasne, czy był w AK, ale na pewno pomagał partyzantom).

W tym samym czasie  żołnierz „Wrzosa” wysłany na czujkę w kierunku Mirzeckiej Choiny, spotyka się ze swoim dawno niewidzianym bratem, wysłanym w tym samym kierunku i celu z oddziału BCh „Ośki”. Radość była podobno wielka, czego dowodem jest porozumienie się  dowódców obu oddziałów, który z chłopaków przejdzie do którego oddziału, żeby mogli razem służyć w partyzantce. Ostatecznie oddział „Wrzosa” powiększa się o jednego człowieka.

„Ośka” wydaje odchodzącemu z jego oddziału chłopakowi jeden z ostatnich rozkazów,  wysyłając go z kilkoma partyzantami wozem z beczką po wodę do leśniczówki w Gadce (po dekonspiracji leśniczego Maczugi budynek stał niezamieszkały). Traf chciał, że partyzanci natknęli się tu na równie spragniony patrol niemieckich żołnierzy (czołgistów), którym wieś miała zapewnić zakwaterowanie i wyżywienie na czas odpoczynku od zmagań na froncie wschodnim (podobno były to równe chłopaki i nawet pomagali mieszkańcom).

Dochodzi do wymiany ognia. Jeden z braci z BCh zostaje postrzelony w brzuch (czy przeżył, nie wiadomo). Leśni wycofują się do swoich, a Niemcy wzywają posiłki. Rozpoczyna się walka. Początkowo ze  strony niemieckiej uczestniczy w niej oddział odpoczywających na wsi czołgistów, ale na miejsce przybywa też gestapo ze Starachowic. Sytuacja  leśnych zaczyna się pogarszać,  pozostają już tylko dwa kierunki odwrotu: na Lipie lub na Marcinków. W tę drugą stronę udaje się Józef Potrzeszcz, ratując w ten sposób swoje życie.

W trakcie walk dochodzi też do ciekawego epizodu, który powiększył oficjalne straty żołnierzy niemieckich. Otóż korzystając  z zamieszania,  z oddziału „Ośki” ucieka siedmiu niemieckich  jeńców. W ślad za nimi podąża żądny zemsty za rozstrzelanie rodziny Janiec - mieszkaniec Gadki  pseudonim „Ronaldo” (jego bliscy spoczywają na cmentarzu w Mircu). Dopada podobno kolejno wszystkich Niemców w okolicach Starych Nasionek koło Dębinki, tam też zostają później pochowani (przy rowie na Dębince).

W tym czasie „Wrzos” namawia Kazimierza Dygasa do wycofania się z nim w kierunku Marcinkowa. Ten odmawia, tłumacząc, że po wszystkim Niemcy z pewnością zgłoszą się do sołtysa i woli być na miejscu, jeśli zechcą pacyfikować wieś.

Dygas wycofuje się  rowem przez Białe Smugi, porzucając  pod drodze rower. W pewnym momencie zostaje dostrzeżony przez żołnierza niemieckiego, który poznając sołtysa z Gadki, wychyla się zza karpy powalonego drzewa i woła go do siebie: „ Bürgermeister! Banditen! Komm zu mir!”.  „Sosna II” nie mając innego wyjścia, kładzie się w rowie razem z nim. Niemiec po wystrzelaniu magazynka zmienia go i wychyla się, sprawdzić teren obstrzału. W tym momencie przechyla się w nienaturalny sposób do tyłu i pada obok Kazimierza. Ten z kolei w pierwszym momencie  nie wie, co się stało. Szybko jednak domyśla się, że Niemca trafiła partyzancka kula, został ranny. „Sosna II” stara się mu pomóc. Kula weszła w ciało Niemca przez płuca i wyszła tyłem, wyciągając część wnętrzności. Żołnierz nie może mówić, wskazuje tylko na kieszeń na piersi. Polak pomaga wyciągnąć mu znajdujące się tam ołówek, kartkę i zdjęcia rodziny, które Niemiec  z szacunkiem całuje i zaczyna pisać list do rodziny, który wraz z własnym zdjęciem wręcza sołtysowi. Ten zarzuca go na plecy i taszczy w kierunku leśniczówki w Gadce,  szybko zostaje dostrzeżony przez niemieckich żołnierzy. Kładą oni rannego na drabinie, przykrywają płaszczem i razem z Kazimierzem Dygasem zanoszą go do Józefa Rafalskiego w Gadce, u którego kwateruje lekarz niemiecki z odpoczywającego we wsi oddziału. Po chwili w drzwiach domu Rafalskich staje gestapo. Sytuacja staje się nerwowa. Gestapowiec zrywa patki kapitanowi czołgistów, który dowodził akcją i dochodzi pomiędzy nimi niemal do rękoczynów.

Dalej gestapowiec bierze się za przesłuchanie ”Sosny II”. Ten tłumaczy, że znalazł się w centrum walki przypadkowo,  w chwili gdy jechał rowerem do leśniczego, do Wąchocka zakupić drewno na opał. Jechał w niedzielę (dzień bitwy), ponieważ na tygodniu zajmuje się wyżywieniem odpoczywającego we wsi niemieckiego oddziału i własną gospodarką. Tłumaczy również, że gdy tylko zaczęła się strzelanina, natychmiast uciekł w kierunku niemieckich pozycji. Gestapowiec wyraża swoje zdziwienie, ponieważ obserwował go przez lornetkę jak przemieszczał się z kierunku „bandytów”. Kazimierz upiera się przy swoim. Gestapowiec wie również, że w oddziale partyzanckim jest kilku niemieckich jeńców - dezerterów.

Z opresji ratuje sołtysa i prawdopodobnie całą wieś ranny, który pisze krótką notkę informującą, że sołtys udzielił mu pierwszej pomocy, wyniósł do swoich,  a ludzie na wsi bardzo dobrze się nim opiekują i prosi o nierobienie im krzywdy. Ludzie ze wsi rzeczywiście robią, co mogą, by ranny miał o nich jak najlepsze zdanie. Ciężko rannemu dają między żywego innymi indyka, kładą Niemca na łóżku, pielęgnują, nad wsią wisi bowiem widmo pacyfikacji. Niemiecki lekarz wojskowy stwierdza, że ranny nie ma szans na przeżycie. Daje mu jakiś zastrzyk. Miejscowi mówią, że "pozwala" w ten sposób rannemu szybciej umrzeć.

Niemiec po ok. trzech godzinach rzeczywiście umiera, jego list do rodziny przejmuje gestapo, a w rękach Kazimierza Dygasa pozostaje tylko jego zdjęcie.

Historia ma swój dalszy ciąg. Za kilka dni wieczorem w drzwiach sołtysa staje kapitan niemieckich czołgistów, który kwaterował w tym czasie w szkole w Gadce. Chce rozmawiać na temat swego przejścia do partyzantów w obliczu niechybnej klęski III Rzeszy. „Sosna II” tłumaczy się brakiem jakichkolwiek kontaktów, ale w tej samej chwili w drzwiach staje uzbrojony Antoni Skonieczny pseudonim „Wujek” z oddziału „Wrzosa”. Znany ze swych zdolności pisarskich i oratorskich (wierszem opisał bitwę na Wykusie - oryginał maszynopisu znajdował się w archiwach Muzeum Orła Białego) rozpoczyna długą rozmowę z Niemcem.

Spotkanie kończy się dla niemieckiego kapitana bezowocnie. Wkrótce niemiecki oddział z Gadki wyrusza ponownie na front wschodni,  a powracający na kolejny odpoczynek do wsi żołnierze z oddziału czołgistów informują, że z poprzednio stacjonujących w Gadce pancernych pozostało przy życiu tylko dwóch.

„Wrzos” przeżywa wojnę i osiada w Toruniu, przyjmując nazwisko rodowe żony – Bielański. Kazimierz Dygas odwiedza  go po wojnie w Toruniu tylko raz, ale korespondują ze sobą do śmierci.  Nadal żyją dwaj synowie Seweryna Bielańskiego. Jeden z nich był podobno nadleśniczym Nadleśnictwa Gidle.

Udział „Wrzosa” w działaniach partyzanckich w Lasach Starachowickich opisany jest  również w książce pt. „Lasy i Ludzie” Langera.

Spec. ds. ochrony ppoż. i ochrony lasu
mgr inż. Piotr Dygas


Prawdopodobnie Twoja przeglądarka nie ma zainstalowanego dodatku Flash Player.Pobierz najnowszą wersję



Prawdopodobnie Twoja przeglądarka nie ma zainstalowanego dodatku Flash Player.Pobierz najnowszą wersję






Urząd Gminy w Mircu
pon. 7.30-17.00

wt. - pt. 7.30-15.30

Mirzec Stary 9
27-220 Mirzec

tel./fax (0-41) 27 13 033
lub 27 13 016

Nr rachunku UG:
BS o/Mirzec
26 8523 0004 0006 0046 2000 0007




Wójt gminy Mirzec
Mirosław Seweryn tel. (041) 27 67 171 wojt@mirzec.pl


Sekretarz gminy
Marta Ziomek tel. (041) 27 67 173 marta.ziomek@mirzec.pl

Przewodniczący Rady Gminy w Mircu
Jan Zawisza

Wiceprzewodnicząca Rady Gminy
Agnieszka Idzik-Napiórkowska

Skarbnik gminy

Wanda Węgrzyn Tel. (041) 27 67 174 wanda.wegrzyn@mirzec.pl





Adres Urzędu Gminy w Mircu

sekretariat@mirzec.pl

Elektroniczna skrzynka podawcza
http://epuap.gov.pl/wps/portal

Administrator strony
Jacek Rafalski admin@mirzec.pl